Brunch Bites: Fish and Fruit

Małe słowa, wielkie różnice: tajemnica fish i fruit

Scenka w sklepie:

A fish went shopping. The cashier asked: „Would you like some fruit?”

The fish answered: „Yes, but I want tropical fruits.”

Suddenly, three salmon swam by. „Look! Three fish!”

Then a shark and a goldfish appeared. The cashier smiled: „Now we have different fishes.”

W języku angielskim niektóre rzeczowniki mogą mieć dwie formy liczby mnogiej — zwykłą i specjalną. Różnica zależy od tego, co chcemy podkreślić. Słowo fish najczęściej pozostaje takie samo w liczbie mnogiej, gdy mówimy po prostu o kilku rybach:

  • I saw five fish in the lake.
    (Widziałem pięć ryb — liczy się liczba ryb, nie ich rodzaj.)

Forma fishes pojawia się, gdy mówimy o różnych gatunkach ryb:

  • The ocean has many different fishes.
    (Ocean ma wiele różnych gatunków ryb.)

Podobnie działa słowo fruit. Gdy mówimy ogólnie o jedzeniu lub o owocach jako grupie, używamy fruit:

  • I eat a lot of fruit.
    (Jem dużo owoców.)

Natomiast fruits stosujemy, gdy podkreślamy różne rodzaje lub odmiany:

  • The shop sells exotic fruits.
    (Sklep sprzedaje egzotyczne gatunki owoców.)

Czyli:

  • fish / fruit → skupiamy się na ilości lub ogólnym pojęciu,
  • fishes / fruits → skupiamy się na różnorodności i różnych rodzajach.

Coffee Talks: Itinerary

Itinerary – słowo, które potrafi pokrzyżować plany

Jesteś na lotnisku. Podchodzisz do stanowiska i pewnym głosem mówisz:

Here’s my… itine… itinery… ajtynerary… 🤯

Pracownik tylko się uśmiecha. To nie pierwszy raz, gdy ktoś przegrał z tym słowem.

I T I N E R A R Y

 

Wersja uproszczona, dla nieznających znaków fonetycznych:

eye-TIN-uh-rer-ee
(mniej więcej: aj-TIN-e-rer-i)

Mały trik? Podziel je na części:

eye → TIN → uh → rer → ee

I gotowe! A samo itinerary mimo skomplikowanej wymowy ma całkiem zwyczajne znaczenie. To jest plan podróży. Na szczęście łatwiej go ułożyć, niż poprawnie wymówić za pierwszym razem. 😉

Chillouts: Sydney Opera House

Sydney Opera House – tam, gdzie nawet dach jest gwiazdą

Nie ma co udawać – większość turystów przychodzi tu z jednym celem: zrobić zdjęcie. Sydney Opera House jest chyba jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków na świecie i wygląda tak, jakby architekt usiadł nad kartką papieru, złożył kilka żagli origami i powiedział: „To będzie hit”. Miał rację.

Warto jednak nie kończyć wizyty na sesji fotograficznej. Podczas około godzinnego zwiedzania z przewodnikiem można zajrzeć za kulisy jednego z najsłynniejszych teatrów i sal koncertowych świata. Poznasz historię budowy, która jest najlepszym dowodem na to, że przekroczenie budżetu nie jest wynalazkiem XXI wieku. Inwestycja trwała ponad dekadę, kosztowała kilkanaście razy więcej, niż zakładano, a jej twórca nawet nie doczekał oficjalnego otwarcia. Jak widać, wielkie dzieła mają czasem równie dramatyczną historię jak opery wystawiane na ich scenach.

Po drodze odwiedzisz imponujące sale koncertowe i teatralne, dowiesz się, dlaczego akustyka jest tu traktowana niemal jak świętość, oraz poznasz sekrety codziennego funkcjonowania budynku. Jeśli dopisze szczęście, trafisz na próbę artystów. To jedyny moment, kiedy można podsłuchać światowej klasy muzyków i nikt nie nazwie tego niegrzecznym zachowaniem.

Przewodnicy sypią ciekawostkami z taką swobodą, że nawet osoby przekonane, iż opera to „śpiewanie bez końca”, wychodzą z wycieczki z głową pełną historii i anegdot. A kiedy wyjdziesz na tarasy z widokiem na Sydney Harbour Bridge i błękit zatoki, zrozumiesz, dlaczego to miejsce co roku przyciąga miliony odwiedzających.

Na koniec pozostaje już tylko zrobić obowiązkowe zdjęcie z Operą w tle. Bo jeśli wrócisz z Australii bez takiej fotografii, znajomi mogą uznać, że przez cały pobyt siedziałeś w hotelu i oglądałeś kangury w telewizji.

Piece of Cake: Burn the midnight oil

Burn the midnight oil

Brzmi, jakby ktoś o północy podpalał butelkę oleju i robił nocne ognisko na biurku… ale spokojnie — nikt tu nie niszczy lampy ani nie gotuje o 3 nad ranem! Ten idiom oznacza po prostu zarywanie nocy przez pracę lub naukę. Wyobraź sobie osobę siedzącą przy biurku o drugiej w nocy: włosy w nieładzie, kubek kawy w ręce, stos książek obok i oczy mówiące „potrzebuję snu”. Mimo to dalej pracuje, bo termin goni. Taka osoba właśnie burns the midnight oil. Czyli zamiast spać jak normalny człowiek, walczy z zadaniem aż do późnej nocy. 

Brunch Bites: Be bound to

Jest takie fajne powiedzenie po polsku, które pojawia się wtedy, gdy coś wydaje się tak oczywiste, że aż szkoda zakładać inny scenariusz. To nie jest przepowiednia od wróżki ani gwarancja od producenta – po prostu wszystko wskazuje na to, że wydarzy się właśnie tak. Nie ma bata! O tym haśle mowa. Wystepuje ono także w języku angielskim w takim oto zwrocie:

be bound to

Znasz kolegę, który często z dumą oznajmia: „Zjadłem dwanaście pączków.” Ty nawet nie mrugasz i odpowiadasz:

You’re bound to feel sick.

Nie dlatego, że masz nadprzyrodzone moce. Po prostu organizm ma swoje prawa i po dwunastu pączkach trudno oczekiwać, że ktoś pobiegnie maraton.

Albo inna kolega. Jest druga w nocy. Otwiera lodówkę, zamawia podwójną pizzę z dodatkowym serem i popija ją colą. W tej historii jedyną zagadką nie jest to, czy będzie żałować, tylko kiedy. Dlatego powiesz:

You’re bound to regret it tomorrow.

To wyrażenie świetnie działa wszędzie tam, gdzie skutek wydaje się niemal nieunikniony. Jeśli przez cały dzień ignorujesz telefony od mamy, she’s bound to send you a message saying, „Are you alive?” Jeśli wrzucisz do internetu zdjęcie kota w śmiesznym kapeluszu, it’s bound to get likes. A jeśli wejdziesz na egzamin przekonany, że wszystko umiesz, istnieje spora szansa, że po przeczytaniu pierwszego pytania pomyślisz: I’m bound to forget everything.

Najłatwiej zapamiętać be bound to jako angielskie „nie ma bata” albo „to było do przewidzenia”. Gdy Anglik mówi She’s bound to win, nie oznacza to, że wygra na sto procent. Mówi raczej: „No przecież wszystko wskazuje na to, że wygra. Gdyby przegrała, wszyscy byliby zaskoczeni.”

Krótko mówiąc, gdy sytuacja aż krzyczy, jaki będzie jej finał, a Ty chcesz zabrzmieć naturalnie i swobodnie po angielsku, wyciągasz z kieszeni be bound to. Bo czasem życie nie zostawia zbyt wiele miejsca na suspense.

Coffee Talks: Entrepreneur

Młody Entrepreneur

Kuba od zawsze marzył o stworzeniu własnej firmy. Pewnego dnia, podczas lekcji języka angielskiego, nauczyciel opowiadał o ludziach, którzy zakładają swoje biznesy.

– Takie osoby nazywamy słowem:

E N T R E P R E N E U R

Nauczyciel wyjaśniał – Oznacza ono przedsiębiorcę, czyli kogoś, kto ma pomysł, tworzy własny biznes i podejmuje ryzyko, aby go rozwijać.

Kuba zapytał:
– A jak poprawnie wymówić to słowo?

Nauczyciel odpowiedział:
Entrepreneur wymawia się mniej więcej: „on-trə-prə-NUR” (po polsku można zapisać orientacyjnie: „ątrepry-NUR”, z mocniejszym akcentem na ostatnią część). Początek brzmi delikatnie, a końcówka „nur” jest wyraźnie podkreślona.

Kuba zapamiętał tę wskazówkę i od tej pory często używał nowego słowa. Kilka lat później sam został Entrepreneur – założył małą firmę tworzącą ekologiczne zabawki.

Gdy ktoś pytał go, co oznacza to trudne angielskie słowo, Kuba uśmiechał się i mówił:
– Entrepreneur to nie tylko osoba, która prowadzi firmę. To ktoś, kto ma odwagę zamienić swój pomysł w rzeczywistość.

Chillouts: Apostle Islands

Czy wiesz, że w samym sercu Ameryki można poczuć się jak na surowym wybrzeżu Norwegii? Klify, jaskinie, krystalicznie czysta woda i latarnie morskie tworzą krajobraz, który trudno skojarzyć z jeziorem. A jednak to właśnie tutaj znajduje się jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w USA.

Apostle Islands (Wyspy Apostolskie) to archipelag 22 wysp na Jeziorze Górnym (Lake Superior w stanie Wisconsin, USA. Ich nazwa oznacza po polsku „Wyspy Apostolskie” i nawiązuje do pierwszych europejskich odkrywców oraz chrześcijańskiej tradycji nazewnictwa. Co ciekawe, wysp jest 22, więc apostołów trochę „przybyło”!

To miejsce zachwyca monumentalnymi piaskowcowymi klifami, malowniczymi jaskiniami i historycznymi latarniami morskimi. Najlepiej odkrywać je z perspektywy kajaka – wpływanie do skalnych grot daje poczucie prawdziwej przygody. Zimą, gdy Jezioro Górne skuwa lód, jaskinie zamieniają się w bajkową krainę pełną imponujących sopli i lodowych formacji.

Apostle Islands udowadniają, że do przeżycia wielkiej przygody wcale nie potrzeba oceanu – wystarczy odrobina odwagi, kajak i zachwyt nad siłami natury.

Piece of Cake: Hit the nail on the head

Dawno, dawno temu w Królestwie Warsztatów żył mały Gwóźdź, który marzył tylko o jednym – żeby stanąć prosto i dumnie podtrzymywać dach wielkiego zamku. Wielu śmiałków próbowało mu pomóc. Jedni machali młotkiem na oślep, inni uderzali zbyt lekko, a jeszcze inni trafiali we własny kciuk. Gwóźdź wyginał się na wszystkie strony i tylko wzdychał: „To nie tak…”.

Pewnego dnia pojawił się Mistrz Młotka. Nie potrzebował wielu prób. Spojrzał uważnie, uniósł młotek i jednym, pewnym uderzeniem trafił dokładnie w łepek gwoździa.

Hit the nail on the head!

Gwóźdź wskoczył na swoje miejsce, zamek stał się stabilny, a wszyscy wybuchli radosnymi okrzykami.

Od tamtej pory mieszkańcy królestwa mówili, że gdy ktoś jednym zdaniem rozwiąże zagadkę, nazwie prawdziwy problem albo powie coś idealnie trafnego, to jest jak Mistrz Młotka, który hit the nail on the head – trafił prosto w sedno i nie zmarnował ani jednego uderzenia.

Brunch Bites: The more… The better

The more…, the better… – angielski efekt domina

Czasami nasze życie działa jak rząd kostek domina. Przewracasz jedną… i wszystkie kolejne lecą za nią.

Tak samo działa konstrukcja:

The more…, the better… 

Pierwsza część mówi, co się zmienia, a druga pokazuje jaki jest tego skutek.

The more pizza you eat, the happier you are.
(Im więcej pizzy jesz, tym szczęśliwszy jesteś.)

The more you practice, the better you become.
(Im więcej ćwiczysz, tym lepszy się stajesz.)

The more money you save, the richer you become.
(Im więcej pieniędzy oszczędzasz, tym bogatszy się stajesz.)

The more fish the cat eats, the fatter it gets.
(Im więcej ryb zje kot, tym grubszy się staje.)

Może działać również z less (mniej):

The less you sleep, the grumpier you are.
(Im mniej śpisz, tym bardziej jesteś marudny.)

The more coffee I drink, the more energetic I feel.
(Im więcej kawy piję, tym bardziej czuję się pełen energii.)

Jak widać po przykłądach konstrukcja the more…the better (lub inne przymiotniki w stopmniu wyżyszym) to po prostu angielskie „im…, tym…”. Gdy jedna rzecz się zmienia, druga automatycznie zmienia się razem z nią. Dokładnie tak, jak układają się kostki domina.

Coffee Talks: Plausible

P L A U S I B L E

Deszcz bębnił o szyby komisariatu, gdy detektyw po raz kolejny spojrzał na tablicę pełną zdjęć, notatek i czerwonych nici łączących kolejne tropy. Każda teoria miała jakiś sens, ale tylko jedna wydawała się naprawdę plausible.

His explanation sounds plausible – powiedziała partnerka, wskazując na zeznania świadka. – Wszystko do siebie pasuje… przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Detektyw pokręcił głową.

– W kryminalistyce coś może brzmieć plausible, a mimo to okazać się fałszywe. Potrzebujemy dowodów.

I właśnie to oznacza słowo plausible – wiarygodny, prawdopodobny, przekonujący. Coś, co wydaje się logiczne i może być prawdą, choć nie zostało jeszcze udowodnione. Czyli, coś może być plausible, czyli wiarygodne, ale dopiero dowody pokażą, czy jest naprawdę prawdziwe.