Chillouts: Bobby

BOBBY – nie kuzyn Bob, tylko stróż prawa z wysokim, kultowym hełmem i drewnianą pałką!

W Wielkiej Brytanii, jeśli usłyszysz, że „przyszedł Bobby”, nie chodzi o kumpla z imprezy, tylko o policjanta – najczęściej tego w czarnym hełmie, który wygląda, jakby miał zaraz ogłosić herbatkę o piątej. Skąd się wzięła nazwa BOBBY? Otóż w 1829 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, niejaki Sir Robert Peel założył londyńską policję. Ludzie, jak to ludzie, skrócili „Robert” do „Bob” i uznali, że skoro Bob stworzył policję, to jego podwładni muszą być BOBBIES! Na szczęście nie wybrali „Roberts” ani „Peelies” – brzmiałoby jak marka chipsów. Choć trzeba przyznać, że  BOBBY brzmi dużo bardziej przyjaźnie niż polskie odpowiedniki potocznie stosowane do określenia policjantów🤪.

Piece of Cake: Let sleeping dogs lie

Znasz ten kawał a Polaku i Angliku? Jeśli nie, to słuchaj. Spotkał się blady Polak z jeszcze bledszym Anglikiem. Obaj lekko przestraszeni zaczęli ze sobą po cichu rozmawiać. Anglik patrzy w lewą stronę i z palcem na ustach mówi

Let sleeping dogs lie!

Polak rozgląda się dookoła, nie widząc żadnego psa z miną wskazującą na zaniepokojenie, patrzy w stronę lasu i pyta: „Stary, a może chodzi Ci o wilka?” To koniec kawału, a jeśli jeszcze się nie śmiejesz, to znaczy, że potrzebujesz czytać dalej. Jaka jest różnica w rozumieniu idiomu LET SLEEPING DOGS LIE? Anglik boi się obudzić psa, który już tu leży. Polak woli nie przywoływać wilka z lasu, którego jeszcze nie widać. Anglik martwi się, że kłopoty się obudzą. Polak martwi się, że kłopoty się pojawią… bo usłyszą, że o nich mówisz! Jak każdy kawał, również ten ma swój morał. Niezależnie od kraju — lepiej nie zaczepiać kłopotów. Ale uważaj: w Anglii to pies, w Polsce to wilk… a w obu przypadkach to ty jesteś przekąską.

Brunch Bites: Have sth Done

Twoje włosy to dzikie krzaki na twojej głowie. Nie miałeś już siły z nimi walczyć, więc wezwałeś profesjonalnego ogrodnika – najlepszą fryzjerkę w okolicy. Ta dzielna wojowniczka z nożyczkami przyszła, spojrzała na twoją czuprynę i powiedziała: „To będzie trudna misja, ale dam radę”. Po dramatycznej walce z lokami i grzywką, fryzjerka zwyciężyła. Efekt? Krzaki zniknęły, a ty patrzysz w lustro i mówisz z dumą:

I have had my hair cut!

Co w wolnym tłumaczeniu znaczy: „Zleciłem komuś ścięcie moich włosów i misja zakończyła się sukcesem!” A najgorsze jest to, że o dzielnej wojowniczce nie ma ani słowa. No cóż, można się jedynie domyślać, że skoro została użyta konstrukcja HAVE (tutaj w czasie present perfect) something (my hair) CUT (trzecia forma czasownika) to dyskretnie informujesz, że jednak nie ty dokonałeś tego nadzwyczajnego czynu, tylko ktoś, kto się na tym zna. Czy oprócz fryzjerów, masz innych podobnych bohaterów na myśli? Daj znać w komentarzu 👇.

Coffee Talks: Uncopyrightable

Czekaj, jeden łyk kawy i zaczynamy opowiastkę o świetnym słowie i nawet dość popularnym. Czekaj, jeszcze jeden łyk i jedziemy dalej. Najpierw przyjrzyj się uważnie i policz ile UNCOPYRIGHTABLE ma liter.  Otóż …tak, dobrze policzyłeś 👉 15 liter! Z moich obliczeń wynika, że to prawie polowa polskiego alfabetu! 15 literek, które się nie powtarzają. Otóż to jest właśnie fenomen naszego dzisiejszego bohatera Coffee Talks. Przyjrzyjmy się mu bliżej zatem: 

U N C O P Y R I G H T A B L E

 /ˌʌnˈkɒp.i.raɪ.tə.bəl/

Co oznacza to 15-literowe słowo? Zobacz na przedrostek UN — jest dołączony do wyrazów, którym chcemy nadać negatywne znaczenie. COPYRIGHT to prawo autorskie, a końcówka — ABLE to przyrostek, który wskazuje na możliwość dokonania czegoś. Łącząc znaczenia poszczególnych fragmentów słowa, powstaje nam coś, czego nie można objąć prawami autorskimi. Czyli nie możesz do tego przykleić znaczka © nawet jeśli bardzo byś tego chciał. Znasz takie dzieła, książki, muzykę, film lub inne rzeczy, które nazwiesz UNCOPYRIGHTABLE? Ja dopijam kawę do końca a Ty podziel się pomysłami w komentarzu 👇

Chillouts: Yellowstone

W sercu Ameryki, gdzie ziemia oddycha ogniem, a niebo mówi szeptem, istnieje miejsce, które zdaje się nie należeć do tego świata — YELLOWSTONE.

To nie jest zwykły park. To pradawna rana Ziemi, wciąż pulsująca ciepłem uśpionego tytana. Pod lasami, rzekami i dolinami kryje się gigantyczny wulkan — śpiący, ale nie martwy. Jego oddech czuć w gejzerach, które z sykiem przebijają się przez skórę świata, wyrzucając do nieba wrzące ostrzeżenia.

W nocy, gdy wiatr niesie zapach siarki, a wilki wyją w odległych kanionach, można odnieść wrażenie, że coś tu czuwa. Coś starego, może świadomego. Niektórzy Indianie mówią, że duchy rdzennych plemion wciąż wędrują po tych ziemiach, strzegąc sekretów, których nie odważyli się wypowiedzieć na głos.

W YELLOWSTONE nic nie jest takie, jakim się wydaje. Jeziora parują nawet zimą, drzewa umierają, stojąc, a kolorowe źródła wyglądają jak oczy patrzące wprost z innego wymiaru. Jeśli posłuchasz uważnie, usłyszysz więcej niż tylko szum wodospadów — być może to echo czegoś, co czyha… głęboko pod ziemią.

Bo YELLOWSTONE nie śpi. Tylko nieustannie czuwa.

Piece of Cake: Faces

Znasz to uczucie, kiedy mama każe Ci zjeść coś, co wybitnie Ci nie smakuje, np. brukselkę? Co robisz? Nie krzyczysz (bo kultura!), nie uciekasz (bo głód…), tylko:

You are pulling faces!

Czyli to, co dokładnie robisz, można ująć w następujący sposób:

😛 — jęzor na wierzch,
😠 — marszczysz brwi jak wściekły jeż,
😲 — oczy jak spodki,
🤪 — i może jeszcze zez na deser.

Cała seria min zawiera się w angielskim idiomie PULLING FACES – czyli sytuacji, kiedy twoja twarz postanawia zostać aktorem teatralnym, bez pytania o pozwolenie. Co to znaczy dosłownie? PULL to ciągnąć a FACE to twarz, czyli ciągnąć twarz w różne strony i robić miny jak z plasteliny!